Lidia L.C./ Miłość i jej budowanie

Kiedyś przyszłam do biura bardzo ładnie ubrana. Obcisła sukienka, lekko przed kolano, ładnie podkreślająca budowę klepsydry, wysokie zamszowe kozaczki, pełny makijaż. Koleżanka mnie zapytała: A co to za okazja? Odrzekłam zadowolona z siebie, że po pracy idę z mężem na randkę. A ona mi powiedziała, że z mężem to już się nie chodzi na randki. A niby to dlaczego nie? Bardzo lubię nasze małżeńskie randki i troszczymy się o to, żeby zawsze znaleźć na nie czas.

Dlaczego ludzie w małżeństwie przestają chodzić na randki?

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Moi rodzice nigdzie nie wychodzili razem, zawsze były tylko praca, dom, dzieci. Wiem, że podobnie ma wiele małżonków, szczególnie z rodzin, gdzie jest dużo dzieci. Wpadnięcie w rutynę jest tak powszechne, że na kursach przedmałżeńskich zwraca się na to uwagę radząc narzeczonym, by często przypominali sobie ten wyjątkowy czas romantycznego i powolnego spacerowania, wspólnego jedzenia posiłków, wpatrywania się z czułością i zainteresowaniem w oczy ukochanej osoby.

Najczęstsze obiekcje, jakie się rodzą, że randki nie są dla małżeństw, krążą woków następujących kwestii:

  • Po co wydawać pieniądze na jakiś posiłek w restauracji, skoro można smacznie zjeść w domu?
  • Po co iść do kina, skoro mamy taki telewizor, że można dobry film obejrzeć w domu?
  • Z małymi dziećmi nic się nie da zrobić.
  • Znamy się już tak dobrze to po co marnować czas na takie ceregiele.
  • Już nie jesteśmy tacy romantyczni.
  • Szkoda czasu i pieniędzy.

I wiele podobnych wymówek. Nie, nie i nie! Nie zgadzam się z tym! Przecież relacja w małżeństwie jest najważniejsza dla małżonków! I jest potwierdzone to, że to, jak siebie nawzajem traktują rodzice wpływa na rozwój dzieci. Ale o tym powstanie osobny artykuł.

Dlaczego warto chodzić na małżeńskie randki?

Jakiś czas temu poznałam pewne małżeństwo, które pomimo piątki dzieci, znajdowało czas tylko dla siebie. Czasem poszli do kina, czasem razem na spacer, objęci i przytuleni. Inni małżonkowie mieli wyznaczony tzw. „święty czas” i nauczyli dzieci, że wieczory spędzają razem i wtedy są tylko dla siebie nawzajem. Tak! To jest to! Dlaczego masz nie iść ze swoim współmałżonkiem na randkę? Naprawdę warto!

Powody, dla których warto chodzić na małżeńskie randki:

  • pokazanie drugiej osobie w związku, że jest ważna
  • oderwanie się od codziennej, szarej rzeczywistości
  • możliwość ponownego zakochania się w żonie/mężu
  • przywołania uczuć, emocji, wspomnień z czasu początku miłości
  • urozmaicenie spędzania czasu wolnego
  • forma odpoczynku
  • okazja do zadbania o siebie
  • zmiana otoczenia (szczególnie ważne dla kobiet zajmujących się domem)
  • doświadczenie odprężenia, zabawy i przyjemności przeznaczonej tylko dla dwoje
  • pozytywny wpływ na życie seksualne małżeństwa

randki

Jak to wygląda w moim małżeństwie?

W małżeństwie te randki wyglądają trochę inaczej. Znamy się już bardzo dobrze, czasami nie musimy dużo mówić, cieszymy się swoją obecnością. Randka w małżeństwie może być nawet na sportowo. Któregoś dnia poszliśmy pobiegać. Stwierdziliśmy, że lepiej zostawić obrączki w domu, bo możemy je zgubić. I kiedy biegliśmy mąż zaczął mnie podrywać i mówić coś w tym stylu: „O widzę, że Pani nowa tutaj? Czy możemy razem pobiegać? Ładnie się Pani porusza…” I nie będę więcej przytaczać, bo się zaczerwienię 😉 Było to przezabawne i przesympatyczne. Z chęcią się włączyłam w ten rodzaj zaczepek.

My wychodzimy na randki regularnie. I nie muszą to być super wyszukane miejsca. Gdy się przeprowadziliśmy do Ekwadoru mąż mnie zabrał na najlepsze hamburgery świata, z prawdziwym mięsem, wędzone (a nie smażone!) oraz ze świeżymi warzywami. Pycha! Innym razem byliśmy na wieczornym spacerze, powoli szliśmy trzymając się za rękę.

W Polsce często mieliśmy randki na trasach spacerowych: Stare Miasto, Łazienki, Ogród Botaniczny. Lubiliśmy wyjść na gofry, bo to było dla nas tak niecodzienne. Bywały niedziele, podczas których na Mszę Świętą szliśmy do kościoła św. Anny, żeby potem pójść do kawiarni na śniadanie, bo to nam przypominało nasze pierwsze spotkanie.

Wieczorami lubimy wyjścia do kina i nie ma to tamto, trzeba się dobrze ubrać i ładnie wyglądać. Naszą tradycją jest pizza. Zawsze przypomina nam to nasz czas narzeczeństwa i pierwszych randek. Jedna z nich była w restauracji Va piano, gdzie zamówiliśmy pizze i dodaliśmy tak dużo papryczki chilli, aż płakaliśmy, gdy to jedliśmy. Pamiętam, że wtedy też przeprowadziliśmy pierwszą bardziej osobistą rozmowę. Od tamtej pory słowo „va piano” kojarzyło nam się z „pikantnymi emocjami”, jakie nam towarzyszyły podczas tego spotkania. Sama restauracja na temat swojej nazwy pisze tak:

„Chi va piano, va sano e va lantano…”

To włoskie powiedzenie, które można przetłumaczyć: „Jeśli masz pozytywny i optymistyczny stosunek do życia, będziesz żyć dłużej i zdrowiej”. Zdaję się, że to przysłowie bardzo do nas pasuje. Nie mogliśmy się oprzeć mocy ostrej papryczki, co bardzo nam pomogło w pierwszych krokach miłości. 😉

Nasze małżeńskie randki odbywają się również w domu. Jesteśmy fanami oglądania wspólnie filmów oraz kolacji ze świecami. I wcale świece nie są w jakiś luksusowych świecznikach. Grubsze i małe świeczki zawsze układam w skorupach po kokosie, a długie i cienkie wkładam do wysokich słoiczków po oliwkach. W wyjątkowe okazje gramy w grę logiczno-strategiczną lub w karty. Kiedy chcemy podkręcić wieczór i zakończyć aktem małżeńskim dodajemy zasadę rozbierania się po każdej przegranej partii. Świetnie działa, jako gra wstępna!

Zachęcam Was do tego, by chodzić na małżeńskie randki. Nie znam osoby, która nie lubiłaby takiej formy rozrywki, a szczególnie polecam małżonkom, którzy już dawno nigdzie nie wyszli razem. Bardzo to lubię, gdy mogę się umalować troszkę mocniej, bo wychodzimy wieczorem do kina i mąż z zachwytem mówi: „Pięknie wyglądasz!”

Share this Post